Dwa mecze, sześć punktów. Chojniczanka odzyskuje rytm po słabym początku sezonu
Jeszcze niedawno w Chojnicach mówiło się przede wszystkim o problemach. Dziś po raz pierwszy pojawia się coś znacznie przyjemniejszego – poczucie, że zespół zaczyna łapać właściwy kierunek.
Chojniczanka wygrała drugi mecz z rzędu. Po wyjazdowym zwycięstwie ze Śląskiem II Wrocław żółto-biało-czerwoni tym razem pokonali na własnym stadionie Stal Stalowa Wola 2:0. Co ważne, nie był to mecz wygrany przypadkiem. Gospodarze potrafili przeczekać dobry początek rywala, przejąć kontrolę i w odpowiednich momentach zadać dwa konkretne ciosy.
Początek spotkania należał do Stali. Goście częściej utrzymywali się przy piłce i już w pierwszych minutach sprawdzali czujność Damiana Primela. Chojniczanka potrzebowała kilkunastu minut, aby wejść w mecz. Kiedy już to zrobiła, obraz spotkania zaczął się zmieniać.
Pierwszym sygnałem była coraz większa liczba akcji pod bramką Mikołaja Smyłka. W 33. minucie przyszła nagroda. Filip Mosek zdecydował się na uderzenie z dystansu i piłka zatrzepotała w siatce. Dla 18-letniego wychowanka Chojniczanki był to pierwszy gol w seniorskim zespole. Trudno było wyobrazić sobie lepszy moment na premierowe trafienie.
Po przerwie Stal próbowała wrócić do gry, lecz bezskutecznie. Najlepszą okazję do wyrównania miał Dawid Wolny, ale jego uderzenie minęło bramkę. Później blisko szczęścia był również Maksymilian Hebel, który trafił w słupek. Chojniczanka przetrwała ten fragment bez straty gola.
I właśnie tutaj widać różnicę między zespołem, który tylko prowadzi, a zespołem, który potrafi zamknąć mecz.
W 77. minucie Chojniczanka wykorzystała błąd rywala. Jakub Oleksiewicz dobrze odnalazł się w akcji, a Valērijs Šabala wykończył ją drugim trafieniem. Kapitan nie tylko ustalił wynik, ale również przerwał własną strzelecką niemoc. Od tego momentu gospodarze mogli już grać znacznie spokojniej.
2:0 nie oddaje całej historii tego spotkania. Stal miała swoje momenty i oddała więcej celnych strzałów w drugiej połowie, ale Chojniczanka była skuteczniejsza w kluczowych fragmentach. To właśnie ta umiejętność wykorzystania momentu okazała się decydująca.
Zwycięstwo ma również wymiar, którego nie widać w samym wyniku. Chojniczanka po raz pierwszy w tym sezonie wygrała u siebie, a przede wszystkim po raz pierwszy może mówić o serii – dwóch zwycięstwach z rzędu. Po trudnym początku sezonu taki szczegół ma znaczenie. Wygrana pozwoliła zespołowi wydostać się ze strefy spadkowej.
Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie problemy zniknęły. Marek Brzozowski po meczu podkreślał, że drużyna wciąż ma nad czym pracować. Ale jednocześnie szkoleniowiec zwrócił uwagę na zmianę mentalną, jaka nastąpiła w ostatnim tygodniu. Presja, która wcześniej ciążyła na zespole, została potraktowana jako dodatkowa motywacja.
I być może właśnie to jest dziś najważniejsze. Chojniczanka nie potrzebowała efektownego spektaklu. Potrzebowała punktów, pewności siebie i kolejnego argumentu, że fatalny początek nie musi definiować całego sezonu.
Na razie ma jedno i drugie. A nawet więcej – ma sześć punktów zdobytych w dwóch ostatnich meczach i czyste konto w obu spotkaniach. Teraz przyjdzie sprawdzian, czy ten kierunek można utrzymać także poza Chojnicami. W następnej kolejce zespół Marka Brzozowskiego zagra na wyjeździe z Sokołem Kleczew.
Chojniczanka Chojnice – Stal Stalowa Wola 2:0 (1:0)
Bramki: Filip Mosek 33’, Valērijs Šabala 77’.